Kiedy pierwszy raz oglądałem film na temat Ricka i Dicka Hoyt miałem łzy w oczach. Nigdy jeszcze nie widziałem tak pięknego przykładu bezinteresownego poświęcenia dla drugiej osoby.
„Państwa syn nie będzie w stanie, ani mówić, ani chodzić. Radzimy oddać go do instytucji, gdzie otrzyma odpowiednią opiekę.” – takie słowa usłyszeli Hoytowie osiem miesięcy po urodzeniu się Ricka. Jego upośledzenie spowodowane było brakiem dopływu tlenu do mózgu, w skutek owinięcia szyi noworodka pępowiną. To był prawdziwy szok.
Jednak Judy i Dick nie poddali się, postanowili wychować syna tak jak, każde inne dziecko. Nie minęło 5 lat, a Rick miał dwóch młodszych braci. Rodzice pragnęli, aby ich syn chodził do normalnej szkoły. Jednak wiązało się to z wieloma problemami. Żadna ze szkół nie chciała przyjąć Ricka, gdyż nie było wiadomo czy tak naprawdę rozumie cokolwiek. Jego rodzice jednak ciągle wierzyli, że ich syn jest równie inteligentny jak jego rówieśnicy.
Na pomoc rodzinie przybyła grupa inżynierów z Uniwersytetu Tufts. Sprawdzając umiejętności Ricka w kontakcie z otoczeniem, opowiedzieli mu dowcip. Podobno Rick parsknął śmiechem. I to wystarczyło… Panowie z uniwersytetu ekspresowo wzięli się za pracę nad specjalnym komputerem.
W 1972 Rick otrzymał jak to sam określił „swój komunikator”. Za pomocą niewielkich ruchów jego głowy komputer symulował mowę. Co ciekawe pierwszymi słowami Ricka nie było jak się spodziewano „tata” albo „mama” ale… „Do boju Brunins!”. Tamtego sezonu drużyna hokejowa The Boston Bruins zdobyła Puchar Stanleya. „Dowiedzieliśmy się, że Rick kocha sport.” - mówi jego tata.
W 1975 Rick chodził już do publicznej szkoły. Dwa lata później powiedział swojemu ojcu, że chciałby wziąć udział w pięciomilowym (8km) biegu dla miejscowego gracza hokejowego, który został sparaliżowany na skutek wypadku. Dick, chociaż nie był długodystansowym biegaczem, zgodził się wziąć udział w wyścigu i popchać wózek swojego syna. Wyścig ukończyli jako jedni z ostatnich, jednak czuli, że są zwycięzcami. Po wyścigu Rick powiedział: „Tato, czuję że moje kalectwo znika”. I to było to co jego ojciec potrzebował usłyszeć… Te pare słów pomogło mu zrobić coś czego nie dokonał nikt przedtem.
Od tamtego czasu Hoytowie brali udział w blisko tysiącu wydarzeń sportowych! W tym 229 Triathlonów, 6 Triatlonów Ironman (3,8 km pływania / 180 km jazdy rowerem / 42 km biegu), 6 Triatlonów Half-Ironman (1,9 km pływania / 90 km jazdy rowerem / 21 km biegu), 20 Duathlonów, 66 Maratonów… W 1992-1993 przejechali i przebiegli 735 mil (1176 km) w 45 dni.
Rick zdobył wyższe wykształcenie, a teraz mieszka w swoim własnym mieszkaniu. Do innych niepełnosprawnych ludzi mówi, że nie muszą być skazani na obserwowanie życia. Mogą stać się samodzielni. Ukończyć szkołę, zacząć pracę i po prostu żyć normalnie, codziennie.
Dewiza Hoytów brzmi “Potrafisz!” (ang. You can!). Przez wiele lat dają nadzieję tysiącom ludzi na całym świecie. Mówiąc im, że życie może mieć sens.
Dla mnie osobiście postawa Dicka jest znakomitym symbolem miłości Boga do ludzi. Jako ludzie jesteśmy bardzo słabi i bezradni, jednak z pomocą Bożą, możemy uczynić więcej niż geniusze i ludzie sukcesu, ci których zazwyczaj widzimy jako lepszych, szczęśliwszych, bardziej zaradnych.
„Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.”
Ja za każdym razem kiedy to oglądam czuję dreszcze a łzy same cisną się do oczu... Obok czegoś tak wielkiego nie da się przejść obojętnie... Poruszy każdego człowieka! Chwała Bogu że są tacy ludzie na świecie!
wstyd dla mnie i dla tych ktorzy niekorzystaja z zycia w odpowiedni sposób i marnują je, bądź użalają sie nad sobą, kiedy ich sytuacja jest tak na prawde bardzo dobra w porównaniu do ludzi którzy potrafią żyć, a mają o wiele wieksze problemy.
Ktos napisał wstyd. Ja czuje ze jest tak jak jest, poniewaz nie godzimy sie aby zycie przebiegało tak jak chce Bóg.
Dla mnie stale jest wazne własne JA. Nie potrafie sie zmienic choc udało mi sie duzo w sobie zmienic w ostatnim czasie. Patrzac na chore osoby czuje smutek, ale sam nie potrafie sie zmienic. Ciągle uciekam bojac sie dziwnie wpisanej w moje zycie porazki.
Bylo ich tyle ze zyje petlą leku.
Tylko spotykajac odpowiednich ludzi jestem w stanie wykonac ruch.
Spotkalem taka osobe, ale i po pewnym czasie i ona mnie zawiodła.
Obecnie staram sie robic małe kroki, moze mnie gdzies zaprowadza, strasznie sie zmuszam, pewnie to ten tzw sens. Zeby sie do wszystkiego zmusic.
Nie no... z tymi łzami, to ja wymiękłem jak zobaczyłem, że gość płynie z zaprzęgniętym pontonem. To niesamowite ile samozaparcia i wiary mieli w sobie obaj. Jestem pełen uznania, dla obu.
Obyśmy wszyscy tacy byli...
To jest wspaniałe... Chwała ludziom mającym takie serce! "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia! JEZUS, umacnia mnie!"
Radość drugiego człowieka NAJWAŻNIEJSZA! :)
Wlasciwie, to nie Rick, a Dick jest tam bohaterem, ktorego podziwiac nalezy za nieprawdopodobne wyczyny. Chyba skorzystal na tym przedluzajac sobie mlodosc i dobra kondycje fizyczna oraz wytrwalosc. Inaczej, jak typowy amerykanin, utonalby tlusty w fotelu przed telewizorem ogladajac wyczyny sportowe innych, popijajac przy tym piwo i obzerajac sie hamburgerami czy innym amerykanskim swinstwem.
Prawdziwym bohaterem jest dla mnie niejaki Nick (do kolekcji - tez sie rymuje z tamtymi imionami), ktory zyje nie majac konczyn. Film o nim ("Nick")rowniez jest dostepny, ale nie pamietam gdzie. Kiedys byl na sendspace.pl , ale nie moge go tam znalezc. Jakby co to mam go u siebie i przeslac moge (renta@c2i.net). Prosze tylko napisac w naglowku: film "Nick".
Nie tylko, ze daje sobie rade, to jeszcze jest przedsiebiorczy i zacheca innych, snuje ambitne plany itd. Polecam!
Ale w obu jakze wzruszajacych przypadkach wziac pod uwage nalezy prozaiczny fakt, iz pozwala im na to sytuacja od nich niezalezna. Nie byloby tej calej pieknej sprawy, gdyby Rick (rowniez Nick) zyl nie bogatym kraju, gdzie dba sie o takie osoby, a w Europie Wschodniej, Afryce, czy Azji, gdzie byc moze nie przezyliby, lub wegetowaliby reszte zycia jako "warzywka". Jakkolwiek, mieli fuksa, ze hej! Iluz to takich Nickow czy Rickow dogorywa teraz rozsianych po swiecie, nie majac takich mozliwosci jak w bogatych krajach.
Jak widac, zycia nasze sa obiektem jakiejs wielkiej, niepojetej loterii...
owszem, na pewno Rick i Nick mieli szczęście, bo na świecie jest mnóstwo takich ludzi, którzy muszą żyć w biedzie, nędzy itd. ale może właśnie Bóg dał Rickowi i Nickowi szansę pokazania innym ludziom, że ich życie pomimo trudu, nie jest stracone:)
POzdrawiam